[Tekst pjesme "Gorane, ćafanine"] / Goranine, ćafanine / Goranine, ćafanine / Goranine, Goranine, ćafanine / Goranine, Goranine, ćafanine / Goranka ti gaće nema / Goranka ti gaće
Z miłością nie wygrasz! - kolekcja walentynkowa 殺 Kubek dostępny tutaj: https://sklep.cytaty.pl/p/kubki/z-miloscia-nie-wygrasz/
Tłumaczenia w kontekście hasła "Nie wygrasz z armią" z polskiego na angielski od Reverso Context: Nie wygrasz z armią, paniusiu. Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate
A Chant About the Beauty of the Moon at Night: Hawaiian Steel Guitar Masters 1913-1921. by Magnificent Sounds Records. Isan Soul EP. by Rasmee. Goranine Ćafanine by Balkan Ethno Orchestra, released 14 August 2020 Goranine, ćafanine, Goranine, ćafanine, Goranine, Goranine, ćafanine! Goranine, Goranine, ćafanine!
DRUGI KANAŁ ( ͡° ͜ʖ ͡°) http://youtube.com/user/MrFlipinskiliveDOŁĄCZ DO TEAM'U ( ͡° ͜ʖ ͡°) http://bit.ly/X9p34iWPADNIJ NA
Książka: Nigdy nie wygrasz autorstwa Karolina Wójciak, wydawnictwa: NieZwykłe. Dostępna w Woblink! Liczba stron: 474 to gwarancja świetnej zabawy.
Dec 16, 2014 - "Nie naradzaj się z głupim, bo nie potrafi rozmowy zachować w tajemnicy. Wobec obcego nie zdradzaj tajemnic, nie wiesz bowiem, co wymyśli. ” (Syr 8, 17-18)
Paniusiu z PiSowskiego magla Jest takie stare przysłowie: "Lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć", To dlatego właśnie, rząd Niemiec z głupkami szukał porozumienia nie będzie mjr rez. pil. Arkadiusz SZCZĘSNY. 04 Jan 2023 17:04:43
KRZYSZTOF RADZIKOWSKI STRONGMAN - z dziennikarzem nie wygrasz :-) na gali FEN 45 Ząbki 11.3.2023,https://sportychannel.pl, https://www.tv-f-o-t-o.pl, @chann
Česa ne potrebujem in lahko podarim? Na bolha.com podarjamo nova in rabljena: oblačila, obutev, igrače, knjige in še več. Preglejte več kot 500 oglasov!
RDzN. Home Ja i O MnieProblemy zapytał(a) o 12:38 Kto to powiedział: ,,Nie wdawaj się w rozmowę z głupim. Najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a później pokona doświadczeniem." Nie wiecie może, czyje to słowa, bo mój głupi kolega twierdzi, ze on to wymyślił, a chcę mu udowaodnić, zę nie ;) Sorki, miało być bez tego " Ostatnia data uzupełnienia pytania: 2012-05-02 12:39:36 To pytanie ma już najlepszą odpowiedź, jeśli znasz lepszą możesz ją dodać 1 ocena Najlepsza odp: 100% Najlepsza odpowiedź Na jakieś stronie w Internecie znalazłam, że to słowa Dr House'a. A brzmiały oryginalnie tak: ""Nigdy nie polemizuj z idiotą – najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a później pokona doświadczeniem." Odpowiedzi Mark Twain. Prawdziwym autorem tych słów jest Mark Twain. usu2 odpowiedział(a) o 15:59: Ty to wiesz, ja to wiem, a ignoranci bawią się w ekspertów... :) Uważasz, że ktoś się myli? lub
Please add exception to AdBlock for If you watch the ads, you support portal and users. Thank you very much for proposing a new subject! After verifying you will receive points! AnnaBiala 19 Jan 2014 14:34 7134 #1 19 Jan 2014 14:34 AnnaBiala AnnaBiala Level 8 #1 19 Jan 2014 14:34 Witam, mam pytanie na które nie mogę nigdzie znaleźć odpowiedzi, może tu się uda. W łazience wisi klasyczny łazienkowy grzejnik. Nie był włączany do czasu odpowietrzenia jakiś miesiąc temu. Właścicielka domu twierdzi że owy grzejnik stanowi przeciążenie dla pieca. Piec ledwo zipie, tak przez ten grzejnik się narobi. Grzejnik został wyłączony na 0, jest zimny, mimo to wciąż rzekomo stanowi zagrożenie dla pieca i tu pojawia się moje pytanie, jak mogę ten cholerny grzejnik zakręcić na amen żeby nie mieć na sumieniu biednego pieca i nie schudnąć o kilka złotych za naprawę? #2 19 Jan 2014 14:41 FOSGEN1 FOSGEN1 Level 27 #2 19 Jan 2014 14:41 Zakręć powrót tego grzejnika. Ew. zawsze właścicielka może go wziąć do domku swojego... #3 19 Jan 2014 15:02 AnnaBiala AnnaBiala Level 8 #3 19 Jan 2014 15:02 Powrót to ten z kurkiem czy bez?;] #4 19 Jan 2014 15:17 FOSGEN1 FOSGEN1 Level 27 #4 19 Jan 2014 15:17 Z kurkiem jest zasilanie. Najlepiej wstaw foto. #5 19 Jan 2014 18:19 Szybki Elektron Szybki Elektron Level 25 #5 19 Jan 2014 18:19 Jeśli grzejnik jest zimny, ale to nie przekonuje właścicielki, to pozostaje zdjęcie go i zaspawanie rur... #6 19 Jan 2014 20:43 FOSGEN1 FOSGEN1 Level 27 #6 19 Jan 2014 20:43 Żarty żartami, ale coś mi się nie podoba stawianie sprawy przez właścicielkę. Skoro kocioł na wykończeniu, to wymiana. Żeby zaraz czegoś nie wymyśliła, że "zdechł" z Twojej winy i nie próbowała obciążyć Cię kosztami. #7 19 Jan 2014 20:49 Level 11 #7 19 Jan 2014 20:49 Czy ten grzejnik to "samowolka"? Jeżeli nie to dlaczego straszycie AnnaBiala #8 19 Jan 2014 20:55 FOSGEN1 FOSGEN1 Level 27 #8 19 Jan 2014 20:55 , przeczytaj wątek od początku, to może nie będziesz zadawał głupich pytań. Straszy właścicielka. #9 19 Jan 2014 21:09 piotr_boncza piotr_boncza Level 29 #9 19 Jan 2014 21:09 Nie widzę powodu, aby taki grzejnik mógł spowodować istotne przeciążenie kotła. Bardziej wygląda mi to na próbę znalezienia jelenia, który opłaci naprawę/wymianę kotła. Jeśli zakręcisz głowicę na zero i grzejnik jest zimny to go skutecznie wyłączyłaś. Jeśli chcesz uniknąć głupich dyskusji to pozostało jedynie zdemontować i zaślepić końcówki. Inaczej zawsze będzie powód do pretensji. Z głupim nie wygrasz. Sprowadzi Cię do swojego poziomu i pokona doświadczeniem. #10 19 Jan 2014 21:15 FOSGEN1 FOSGEN1 Level 27 #10 19 Jan 2014 21:15 piotr_boncza wrote: wygląda mi to na próbę znalezienia jelenia, który opłaci naprawę/wymianę kotła piotr_boncza wrote: Z głupim nie wygrasz. Sprowadzi Cię do swojego poziomu i pokona doświadczeniem. Święte słowa. #11 19 Jan 2014 21:33 Level 11 #11 19 Jan 2014 21:33 FOSGEN1 nie jesteś wraz z piotr_boncza zbyt przewrażliwieni. Właścicielka bierze pieniądze za ogrzewanie. Kaloryfery zamontowane są za jej zgodą (ilość, wydajność cieplna). O jakiej opłacie za uszkodzenie pieca piszecie? Braliście coś dzisiaj? To prędzej jest zwyczajna lokatorska pyskówka. #12 19 Jan 2014 21:52 FOSGEN1 FOSGEN1 Level 27 #12 19 Jan 2014 21:52 wrote: Braliście coś dzisiaj? Właśnie zamawiamy. Tobie proponuję zapisać się na kurs czytania ze zrozumieniem, bo plujesz nie wiedząc o czym piszesz. #13 19 Jan 2014 22:35 Level 11 #13 19 Jan 2014 22:35 Zapiszę się ale wyłącznie wraz z Tobą. Piszesz FOSGEN1 "to może nie będziesz zadawał głupich pytań" rozpoczynając dyskusję nie na temat. Po co? Czy w ten sposób rozwiązałeś problem AnnaBiala? Czy Administrator budynku ma prawo obciążyć lokatora za to że ma włączone kaloryfery? Czy może zna Pan zdanie właścicielki? AnnaBiala pyta wyłącznie o to, jak skutecznie wyłączyć kaloryfer. Skutecznie to w tym wypadku oznacza zdemontowanie kaloryfera. Reszta, czy właścicielka straszy, czy może są inne powody to dywagacje nie na tym forum. Jeżeli potrzebna jest porada prawna to proponuję Pani np. Nie ma głupich pytań, są natomiast głupie odpowiedzi. #14 19 Jan 2014 22:42 FOSGEN1 FOSGEN1 Level 27 #14 19 Jan 2014 22:42 FOSGEN1 wrote: Ew. zawsze właścicielka może go wziąć do domku swojego... wrote: O jakiej opłacie za uszkodzenie pieca piszecie? AnnaBiala wrote: jak mogę ten cholerny grzejnik zakręcić na amen żeby nie mieć na sumieniu biednego pieca i nie schudnąć o kilka złotych za naprawę? #15 20 Jan 2014 15:50 AnnaBiala AnnaBiala Level 8 #15 20 Jan 2014 15:50 Problem w tym że zarówno ja jak i reszta lokatorów domu pieca na oczy nie widzieliśmy, nie wiemy w jakim jest stanie. Wiemy tylko że nagle grzejnik w łazience "stał się zagrożeniem dla pieca i ma być tak jak było wcześniej, mnie to nie obchodzi". Poza zwykłym odpowietrzeniem nie było z nim nic kombinowane, więc skoro jest zakręcony to energii nie pobiera, temat powinien być zamknięty. Niestety piec dalej "ledwo chodzi"... Wiem że to wygląda na próbę wyciągnięcia kasy i logikę omija szerokim łukiem, ale właścicielka domu to lekko mówiąc osoba specyficzna i nie da jej się nawet łopatologicznie wytłumaczyć że jest w błędzie, stąd pomysł że może magicy z tego forum podsuną mi jakieś rozwiązanie:) #16 20 Jan 2014 16:45 Level 11 #16 20 Jan 2014 16:45 Ilu kondygnacyjny jest dom. Ile ma mieszkań. Na którym piętrze pani mieszka. Czy ten konkretny grzejnik różni się konstrukcją od innych w tym domu. Czy problem dotyczy wszystkich grzejników łazienkowych, czy tylko Pani grzejnika! Skąd administrator wiedział że odpowietrzany był grzejnik. Jak rozlicza się Pani z ogrzewania mieszkania. Tyle pytań "na początek". Piec grzeje, więc jest. To że Pani go zobaczy w niczym nie pomoże. Grzejnik z zakręconym zaworem może być w każdej chwili odkręcony "magicy z tego forum" wczoraj już poradzili zdemontować grzejnik. Niektórzy zbyt radykalnie, a może tylko obrazowo, napisali - zaspawać. Inna odpowiedź na tak zadane pytanie nie istnieje. Tylko czy administrator ma, zgodnie z umową najmu, obowiązek dostarczenia ciepła, czy coś go z tego zwalnia. Co będzie jak w łazience pojawi się grzyb itd. #17 20 Jan 2014 17:40 AnnaBiala AnnaBiala Level 8 #17 20 Jan 2014 17:40 Zwykły dom jednopiętrowy, raczej w typie studenckim, wynajmowane są pokoje. A grzejnik to taki klasyczny łazienkowy z poziomymi żeberkami. #18 20 Jan 2014 18:00 Level 11 #18 20 Jan 2014 18:00 Jedna łazienka na kondygnacji? Afera o 2 małe grzejniczki. Poziome żeberka, to znaczy poziome rurki? Są jakieś problemy, gdy są wymieszane z żeberkowymi. Może wypowie się ktoś zajmujący się techniką grzewczą. To nie jest moja specjalność. #19 20 Jan 2014 19:03 FOSGEN1 FOSGEN1 Level 27 #19 20 Jan 2014 19:03 wrote: Może wypowie się ktoś zajmujący się techniką grzewczą. To nie jest moja specjalność. Rety, chłopie, Ty może coś weź jednak. Od pierwszego postu AnnaBiala wszystko jest wyłuszczone. Zatrybisz w końcu, że problem wyimaginowała sobie właścicielka mieszkania? A koleżanka sobie z tego sprawę zdaje i szuka porady, jak przez tę właścicielkę nie dać się wrobić w koszty. Dodano po 6 [minuty]: AnnaBiala , niestety sprawa jest kiepska. Z Twoich wypowiedzi wynika, że właścicielka próbuje założyć hodowlę jeleni. Na 100% nie pójdzie na to, żeby pozwolić zdemontować grzejnik, bo musi mieć argument na wypadek awarii kotła. Generalnie jak masz możliwość to zmykaj stamtąd co rychlej. Chyba, że jakimś sposobem uda się Wam (bo problem dotyczy po równo wszystkich wynajmujących, prawda?) wymusić zapis wyłączający Waszą odpowiedzialność za uszkodzenie kotła z przyczyn eksploatacyjnych. #20 20 Jan 2014 19:10 AnnaBiala AnnaBiala Level 8 #20 20 Jan 2014 19:10 Problem w tym że zarówno ja jak i reszta lokatorów domu pieca na oczy nie widzieliśmy, nie wiemy w jakim jest stanie. Wiemy tylko że nagle grzejnik w łazience "stał się zagrożeniem dla pieca i ma być tak jak było wcześniej, mnie to nie obchodzi". Poza zwykłym odpowietrzeniem nie było z nim nic kombinowane, więc skoro jest zakręcony to energii nie pobiera, temat powinien być zamknięty. Niestety piec dalej "ledwo chodzi"... Wiem że to wygląda na próbę wyciągnięcia kasy i logikę omija szerokim łukiem, ale właścicielka domu to lekko mówiąc osoba specyficzna i nie da jej się nawet łopatologicznie wytłumaczyć że jest w błędzie, stąd pomysł że może magicy z tego forum podsuną mi jakieś rozwiązanie:) #21 20 Jan 2014 19:19 FOSGEN1 FOSGEN1 Level 27 #21 20 Jan 2014 19:19 AnnaBiala wrote: ja jak i reszta lokatorów domu pieca na oczy nie widzieliśmy, nie wiemy w jakim jest stanie Wizualnie stan techniczny ocenić to tylko wróżki potrafią. AnnaBiala wrote: ma być tak jak było wcześniej Ale jak było? Po prostu był zakręcony i to wystarczało właścicielce? Wiesz co, jak pisałem wcześniej, hoduje Was na dostawców kasiorki. Co prawda nie do końca jestem pewien, czy są jakiekolwiek sposoby, żeby Was mogła obciążyć za awarię kotła. Możecie spróbować inaczej - skoro wynajmuje to chyba wszystko jest sprawne? Zresztą to takie nasze pitu-pitu, niektórzy są nie do ogarnięcia. #22 20 Jan 2014 19:27 Level 11 #22 20 Jan 2014 19:27 Może weźmiemy razem i razem zatrybimy. Ty ciągle o wrobieniu w koszta. Łazienka jest wspólna dla kilku osób. Jeżeli właściciel żąda zapłaty za używanie grzejnika w łazience, to takie jego prawo. Co najwyżej można poszukać innego lokum. Nie rozumiem natomiast dlaczego właśnie AnnaBiala miałaby "zaspawać grzejnik", czy płacić za naprawę pieca grzewczego. Dla mnie temat jest zakończony. Poradziłem zgodnie z moją wiedzą i z sympatią dla AnnaBiala, ale tez z pewną ostrożnością w sądach, nie znając stanowiska właścicielki oraz stanu faktycznego. Jesteś człowiekiem bardzo szczęśliwym widząc świat czarno-biały. A może wprost przeciwnie? #23 20 Jan 2014 19:46 FOSGEN1 FOSGEN1 Level 27 #23 20 Jan 2014 19:46 wrote: Może wypowie się ktoś zajmujący się techniką grzewczą. To nie jest moja specjalność. wrote: Poradziłem zgodnie z moją wiedzą wrote: Ty ciągle o wrobieniu w koszta A jak nazwiesz wydumany problem, że od użytkowania grzejnika w łazience może ulec awarii piec czy kocioł? Może jeszcze na to nie wpadłeś, ale to już jest przygotowywanie sobie gruntu pod ewentualną awarię. Wtedy nie będzie problemem, że piec szlag trafił ze starości, tylko "a nie mówiłam, używaliście grzejnika w łazience". wrote: Jeżeli właściciel żąda zapłaty za używanie grzejnika w łazience, to takie jego prawo Znasz takie pojęcie, jak NADINTERPRETACJA? Błądzisz we własnych imaginacjach, bo koleżanka ani słowem nie wspomniała o czymś takim. AnnaBiala, obawiam się, że nie udowodnicie kobiecie, że grzejnika nie używacie. Moim zdaniem jednak nie ma na Was haka, żeby Was obciążyć w przypadku awarii. Chyba śmiało możecie go użytkować, bo żadna frajda się kąpać w zimnej łazience. Chyba, że kobieta wymusiła na Was jakąś dużą kaucję, wtedy może być problem z jej odzyskaniem. Tak czy siak sytuacja nie do pozazdroszczenia. #24 20 Jan 2014 20:16 Level 11 #24 20 Jan 2014 20:16 3 początkowe cytaty podtrzymuję. Czwarty, no można powiedzieć np. tak: nie chodzi o żadną domniemaną awarię pieca. Jest ciepło i piec działa na tyci, tyci. Gdyby to była prawda to i bez tego grzejnika łazienkowego padnie w pierwszy dzień mrozu Jeżeli pracuje na minimum (a nawet z przerwami) to jest za mało ciepłej wody, a tu wszyscy chcą się kąpać. Dlatego pytałem o umowę. Doszliśmy tym sposobem do kosztów, czyli pieniędzy. NADINTERPRETACJA? ... Jesteś tego pewien. Nie odpowiadaj to przecież nie nasz temat. Cieszę się, że zmieniasz zdanie. Żeby zakończyć niepotrzebną dyskusję nie będę podawał cytatów. #25 20 Jan 2014 20:31 AnnaBiala AnnaBiala Level 8 #25 20 Jan 2014 20:31 Ciepła woda to też ciekawa historia, bo ogólnie jest, tyle tylko że w kuchni i łazience na dole, do tej na górze(czyli tam gdzie znajduje się piekielny grzejnik) już nie ma siły dolecieć. O kąpieli w wannie nie ma co marzyć, za to wyrabiamy formę ścigając się rano pod prysznic... #26 21 Jan 2014 22:21 andrzej lukaszewicz andrzej lukaszewicz Level 40 #26 21 Jan 2014 22:21 Kocioł jest od tego by wytwarzał ciepło, a grzejnik po to by je oddawać w pomieszczeniu. W łazience musi być grzejnik, bo w innym przypadku niedogrzana łazienka może być podstawą do Twoich roszczeń w niedopełnieniu warunków umowy wynajmu- jeden z punktów wynajem z zapewnieniem ciepła w mieszkaniu ,a w łazience wg norm temp. ma być wyższa niz w zwykłych pomieszczeniach mieszkalnych. Oczywiście nie wiem jaka masz umowę, ale proponuje tu przejść na zasadę, że najlepsza obroną jest atak. Poproś o pisemne uzasadnienie powodu wyłaczenia tego grzejnika oraz o ekspertyze lub opinię fachowca w jaki sposób zagraża to pracy kotła. Ponadto jeśli wynajmująca osoba zamierza odciąć częśc ogrzewania , to oznacza, że proponujesz zapłacić mniejszy czynsz np o 5-10%. Na idiote trzeba stosować czasem idiotyczne sposoby, by zrozumiał. Ponadto dlaczego inne grzejniki nie sa zagrożeniem dla tego kotła? ( wiekszej bzdury nie słyszałem dawno) a wręcz przeciwnie, małe grzejniki mogą przedłużyć mu życie , gdy np. nie ma ochrony przed niską temp czynnika na powrocie kotła. Praca z minimalna temperaturą ( poniżej 60 stC) jeśłi jest to kocioł na paliwo stałe jest dla niego największym zagrożeniem- korozja niskotemperaturowa. Nie jestem prawnikiem, ale być może da sie tu zastosować Ustawę o ochronie lokatorów z , szczególnie art. 6a #27 21 Jan 2014 22:52 Level 11 #27 21 Jan 2014 22:52 andrzej lukaszewicz - pod względem technicznym na pewno ma Pan rację. Pod względem prawnym - nie wiadomo czy istnieje jakakolwiek umowa najmu (brak odpowiedzi na zadane pytanie). "Na idiotę... " - a za to można być (przegranym) w sądzie #28 22 Jan 2014 09:37 andrzej lukaszewicz andrzej lukaszewicz Level 40 #28 22 Jan 2014 09:37 wrote: "Na idiotę... " - a za to można być (przegranym) w sądzie Ale to nie ja jestem tu stroną. A Ty byś mnie pozwał, gdybym napisał oględnie "na idiotę trzeba stosować idiotyczne środki?" Nawet gdybyś był prawnikiem byś tego nie zrobił. Skup sie na temacie , a nie wyciągasz wyrwane z kontekstu wątki i je roztrząsasz. #29 22 Jan 2014 11:09 Level 11 #29 22 Jan 2014 11:09 Temat jest już dawno wyczerpany tzn. odpowiedź na pytanie jak wyłączyć grzejnik już dawno padła. Dyskusję która trwa do dzisiaj spowodowana jest nie sprawami technicznymi a zadanym pytaniem "dlaczego straszycie Panią" jakąś karą za ewentualne zepsucie pieca grzewczego ) Forumowicz którego, zresztą niechcący, "wywołałem do tablicy" już zmienił zdanie pisząc w ostatnim swoich mailu coś takiego "możecie spokojnie korzystać z łazienki, nie grozi wam za to żadna kara". A tak stawiałem sprawę od początku. Pisałem o ewentualnej opinii specjalisty od techniki grzewczej nie dlatego że w tej konkretnej sprawie ma to jakiekolwiek znaczenie. Bo nie o problemy techniczne tu chodzi (oczywiście moim zdaniem), ale dlatego że kiedyś, ktoś, przekonywał mnie że stosowanie takich kaloryferów powoduje duże podniesienie temperatury czynnika na powrocie, co może wpływać na pracę pieca. Myślałem że usłyszę coś innego, od innego fachowca. W sprawie "wyrwanych wątków" to są to wypowiedzi niepotrzebne (delikatnie mówiąc). I mamy już przykłady ukarania forumowiczów. Ja również nie jestem stroną. A jaki właściwie jest aktualny temat, nad którym mam się skupić. Pytam poważnie? Miłego dnia #30 22 Jan 2014 12:20 saskia saskia Level 39 #30 22 Jan 2014 12:20 Jesli jest to wynajmowane mieszkanie to wlascicielka nie powinna straszyc tym grzejnikiem tylko naprawic co jest zle, lub wymienic kociol. To jest jej obowiazek, a was to powinno tyle obchodzic co zeszloroczny snieg. Domyslam sie ze kapiecie sie w zimnej lazience, czy tak? Jesli wlascicielka was straszy kosztami naprawy kotla, to wy ja postraszcie odszkodowaniem za wasz czas przebywania na chorobowym i niezaplacenie czynszu do czasu usuniecia usterki (ogrzewania lazienki).
sobol3d · 2 sierpnia 2018 06:00 94 407 866 atwia wyciąganie, "cutting card" włożona przez krupiera ogranicza ilość kart w grze, oczywiście jest ona ułożona tak jak inne karty, a nie jak na tym zdjęciu). "Cutting card" włożona przez gracza znajduje się na końcu talii. Ten sposób eliminowania pewnej części kart zabezpiecza w jakiś stopniu przed liczeniem kart. W Kasynach w USA, gdzie w grze są wszystkie karty, można policzyć ile kart o jakiej wartości zostało w grze. Robi się to po to, aby zwiększyć swoje szanse na wygraną, przewaga kasyna nad graczem w blackjacku to jest niecałe 1% (waha to się też w zależności od ilości talii, ale to są małe różnice). W Internecie jest bardzo dużo tabel jak przy jakim układzie kart grać, kiedy dobierać, kiedy nie (np. nigdy nie dobieraj do 6 u krupiera, nie dziel dwóch 10 ani 5). Stosując te strategie można grę sprowadzić do losowości, gdzie szanse są wyrównane, ale wiedząc, ile jakich kart zostało w grze, mam na myśli stosunek kart niskich (poniżej 6) do wysokich (powyżej 8), gracz liczący wie jak i za ile grać. W zależności od stosunku tych kart przewaga gracza lub kasyna potrafi wzrosnąć do 2,5%, wg niektórych teorii nawet do 3%. Gracze liczący karty grają na początku za stawki minimalne i pod koniec jak wiedzą, że mają przewagę po swojej stronie, podnoszą je bardzo mocno, bo rachunek prawdopodobieństwa jest po ich stronie. Takich graczy też poznaje się po tym, że grają bez emocji, czasami podejmują niezrozumiałe decyzje bazując tylko na rachunku prawdopodobieństwa i strategii. Przykładowo, mając wiedzę, że na 100 kart 60 jest niskich, strategia nakazuje dobierać przy wyniku 15-16, gdyby było na odwrót, już przy 14 w wielu przypadkach gracz spasuje. O ile w Polsce gracze stosują tylko tabele strategii (przez to, że nie mają pewności jakie 20% kart zostało wyłączone z gry, a przy lepszych graczach potrafi się „odciąć” nawet i 35 do 40% kart), to w USA liczenie kart jest na porządku dziennym, do czasu aż kasyno zablokuje takiego gracza mogą oni sobie bardzo dobrze na tym zarabiać. Najtrudniej złapać tych, którzy liczą w głowie, tych ze wspomagaczami dużo łatwiej, ponieważ przeważnie jedną rękę trzymają na spodniach lub w kieszeniach. Do liczenia używa się np. urządzeń, które wyglądają jak pilot do auta, najczęściej z 3 przyciskami (jeden dla kart wysokich, jeden dla niskich i jeden dla neutralnych), lub urządzeń przyklejanych (podobne jak na filmach). Takie urządzenia przekazują informacje do wspólnika, który informuje nas jaki jest stosunek kart na stole, bądź też same potrafią wibrować w określony sposób, sygnalizując wartości na stoły. Czy ten sposób jest skuteczny? Owszem, to nie są czary, tylko matematyka i rachunek prawdopodobieństwa na lekko ponad podstawowym poziomie. Czy kasyno może zakazać liczenia kart? Teoretycznie nie, ale to kasyno decyduje, kogo wpuści do środka, a kogo nie. Jeśli potwierdzi się podejrzenie, że klient liczy karty, to jest wypraszany z kasyna lub zostaje mu zakazana gra w blackjacka i trafia na listę graczy z zakazem wstępu lub graczy, na których trzeba zwrócić baczną uwagę. Kasyna wymieniają się takimi listami i informują o nowych wpisach. Wchodząc do innego kasyna, pokazując dokument tożsamości, od razu pojawia się w systemie adnotacja, że w takim i takim kasynie klient ma zakaz gry lub że liczy karty. Na taką listę trafiają zarówno gracze, którzy na dużych limitach chcą się wzbogacić w jedną noc, jak i tacy, którzy wyrabiają sobie miesięczną pensję np. 4000 dolarów w kilka dni, i następny raz pojawiają się dopiero, jak to wydadzą. Istotne jest to, żeby zakazać klientowi wejścia do kasyna, nie da się tego zrobić na zapas, najpierw klient musi coś złego zrobić, żeby go nie wpuścić. Kasyna mają takich graczy z adnotacjami śledzonych przez kamery od momentu wejścia, a często też chodzi za nimi w oddali jeden z menadżerów. Warto tu wspomnieć, że kasyno doskonale wie kto i ile pieniędzy do kasyna przyniósł. Jak ktoś był w kasynie, to może widział, że inspektorzy przy stołach maja podkładkę z kartką i "klikera", którym liczą i zapisują kwoty, jakie zostały włożone do gry z podziałem na graczy. Jeden klik to 100 zł (lub 500 na stołach o wysokich limitach). Kwoty są też przypisane do konkretnych graczy, tych co przychodzą regularnie, bez względu na to, czy grają grubo czy nie. Czym grozi oszukiwanie w kasynie? Tym, że zostaniecie wyproszeni, ewentualnie dostaniecie zakaz wejścia i to koniec konsekwencji. Nikt was nie zaprowadzi do podziemi, nie połamie palców młotkiem, nie pobije i nie wyrzuci w bocznej ulicy. Wchodząc do kasyna się rejestrujecie, kasyno wie, że weszliście i do czasu waszego wyjścia odpowiada za wasze bezpieczeństwo w obiekcie. Kolejnym powodem, dla którego ludzie próbują oszukiwać w kasynach jest to, że przyłapani na tym zostajecie wyproszeni, ale wszystko co do tej pory wygraliście zabieracie ze sobą. Tak było z tymi, którzy oszukiwali ruletę w Londynie i Polsce, anulowano ostatnie rzuty, ale nikt nie udowodnił, że używali tej techniki przy wcześniejszych rzutach. Kasyno zatrzymało pieniądze, ale sąd stwierdził, że nie było podstaw i nakazał oddać wygraną graczom. Aresztowani wyszli od razu za kaucją. Kasyno to tak naprawdę bezpieczne miejsce, o ile nie wpada się w hazard i nie pożycza u lichwiarzy na duży procent, spokojnie można iść dla relaksu, zabrać 100 zł i przez 2-3 godziny bawić się w ruletkę po 1 zł (w Hit są nawet takie stawki), popijając przy tym drinka. W żadnym momencie nie będziecie się czuli zagrożeni. Ładne dziewczyny często dostają żetony, żeby sobie pograły, bo w ten sposób starsi panowie pozują na kasynowych biznesmenów, tacy klienci nic od tych dziewczyn nie chcą, poza tym, że mogą się przed innymi graczami przy stole pokazać. Temat gier i kasyna chyba wyczerpałem, czas przejść do graczy i sytuacji kasynowych. Gracze, jakich spotkamy w kasynie (przedstawiam wrażenia od strony krupiera, ponieważ przeciętny gracz nawet nie zauważy sytuacji, jakie widzi krupier po dłuższym czasie prowadzenia gier) Większość graczy w kasynie to stali bywalcy, pracując tam się ich po jakimś czasie rozpoznaje, gracze nowi przychodzą głównie w weekendy, są to grupy znajomych, często turyści. Neutralni – to grupa graczy, którzy przychodzą mając ok. 200-500 zł na grę, grają za minimalne stawki, często obstawiają na rulecie kolory, gdzie szansa na wygraną jest prawie 50%. Przychodzą, żeby spędzić czas, pogadać z innym graczami, krupierami, oderwać od rzeczywistości (wspomniany na wstępie przepych, jaki jest w kasynie sprawia, że czujemy się trochę jak w dobrym hotelu). Tacy gracze nie są problemowi, można z nimi pożartować, pogadać, spokojnie się z nimi gra, nie wywierają presji, przy większych wygranych dają napiwki. Najbardziej lubiana grupa graczy. Turyści, gracze incydentalni – przychodzą raz na jakiś czas lub jednorazowo. Idą do kasyna się rozerwać. Problemów nie sprawiają, często natomiast nie mają pojęcia o zasadach i wtedy krupier w międzyczasie jak prowadzi grę musi jeszcze objaśniać zasady gry (często gracze „neutralni” widząc takich graczy spieszą z pomocą), przez to są bardziej wymagający w „obsłudze” niż wspomniani powyżej. Potrafią być często pijani, co także nie ułatwia gry i komunikacji z nimi. Przy stołach głośni, robią dużo bałaganu i zamieszania, rozrzucają żetony. Trochę jak dzieci na wakacjach, trzeba ciągle mieć na nich oko. „Kobiety lekkich obyczajów” – to od razu odpowiem na pytanie, które się pojawiło: „czy kasyno zatrudnia takie dziewczyny, aby mamiły i rozpraszały klientów?”. Nie, nie ma takich etatów oficjalnych ani nieoficjalnych. Wpływ takich dziewczyn na gracza jest znikomy, jak ktoś przychodzi do kasyna, to po to, żeby grać; nie wiem, czy któryś klient pod wpływem namowy kobiety, którą właśnie poznał, przegra więcej. Jestem prawie pewny, że nie. Do picia też go nie będzie namawiać, ponieważ dla graczy w moim kasynie alkohol był darmowy (no może nie dla każdego, ale jak grasz za 300-500 zł, to nikt cię za wódkę itp. nie będzie liczył), a soki, napoje, kawy są darmowe dla wszystkich. Takie dziewczyny w kasynach są, ale albo przychodzą one, aby pograć (nie przychodzą wtedy w strojach służbowych), albo żeby znaleźć klienta, ale dla siebie. Ubierają się wtedy bardzo elegancko i zagadują klientów przy stołach (w 90% zagranicznych turystów). Do kasyna przychodzą tylko te ładne, szczupłe i zgrabne, w żaden sposób też nie nagabują klientów, robią to wszystko bardzo subtelnie, tak że kasyno nie ma potrzeby ich z kasyna wypraszać. Jak ktoś tam nie pracuje lub nie jest częstym gościem, to nawet nie pomyśli, że taka dziewczyna jest „w pracy”. Jak grają, to bardziej rekreacyjnie, na niskie stawki, dosiadają się do stołu do klienta, który wpadł im w oko i w ten też sposób nawiązują z nim kontakt. Nie ma też ich zbyt dużo, kojarzę ok. 5, które się tam przewijały. To bardzo specyficzne środowisko, zgaduję, że zarobki wcale nie są lepsze niż gdzie indziej, a wymaga to więcej zachodu niż ogłoszenie w portalu. „Ludzie z miasta” – mówiąc o tej grupie mam na myśli ludzi z czasów świetności mafii. Jak ja zaczynałem pracę, to sami zadaliśmy takie pytanie na szkoleniu, dostaliśmy odpowiedź że "ci co przychodzili to albo są w więzieniu, albo nie żyją". Przychodził jeden jegomość, o którym się mówiło, że był z mafii (dla mnie był zupełnie anonimowy), jakiś czas temu na swoim profilu zdjęcie z nim umieścił Jarosław „Masa” - podpis odpowiadał temu, co o tym człowieku słyszeliśmy, opisał go też w swoich książkach. Jaki był ten klient? W sumie normalny, nie wyglądał na kogoś, kto ma związki ze światem przestępczym. Grał na duże stawki (po kilka-kilkanaście tysięcy na zakręcenie kołem od rulety). Raz miał więcej szczęścia, raz mniej, przychodził często co kilka dni, nie wiem, ile z tego co stawiał zostawiał w kasynie, bo jak mu szło, to z wygraną wychodził. Jak wygrywał, to był bardzo normalny, jak przegrywał, to już mniej - „kurwy” i „w dupę je..ny frajer” były na porządku dziennym. Był proszony o bycie mniej nieuprzejmym, ale jak ktoś chce zostawić w godzinę 100 tysięcy złotych, to za to, że poprzeklina nikt go nie wyrzuci. Czy byli też inni ludzi z miasta? Zakładam, że tak, wspomniany wyżej nie przychodził sam, zawsze było z nim 4-7 osób, koledzy oraz ludzie, którzy w razie ewentualnej porażki mieli ze sobą pieniądze, aby mu pożyczyć na grę (wydaje mi się, że musieli mieć jakieś powiązania z miastem, skoro się z nim obracali). Dla nas byli nieznani, nie z pierwszych stron rubryk kryminalnych. Nie mam pojęcia, jak się między sobą rozliczali, tym bardziej że to była grupa, która do kasyna chodzi po to, żeby pożyczać innym pieniądze, wywodząca się w dużej części z lat 80. (taksówkarze, cinkciarze) i o nich chciałbym teraz powiedzieć. Cinkciarze – tak byli przez nas określani, wywodzili się z tego środowiska, grali raczej rzadko, ale jak ich naszło, to potrafili przegrać dużo i równie dużo wygrać. Byli po to, żeby pożyczyć tym, którym zabrakło pieniędzy. Oczywiście jak przegrasz 500 zł, to nikt ci tam nie pożyczy, ale jak przychodzisz regularnie i przegrałeś 10 000, to oni ci pożyczą drugie tyle na 10% tygodniowo, miesięcznie itp. (zależy jakie stawki i jak wiarygodny jesteś). Dla tych ludzi nie było problemem załatwienie o 3 w nocy 50 – 200 tysięcy w gotówce w ciągu 30 - 60 minut. W końcu była to elita, która wśród tysięcy dorabiających w latach 80. osiągnęła najwięcej. Nie wiem, jakie były naliczenia za opóźnienia, ale to były normalne transakcje - jak oddało się w terminie, to żadnych dodatkowych opłat nie było. Coś jak granie u buka na wyścigach. Jak się w terminie rozliczacie, to nikt nikomu problemów nie robi, w końcu to biznes dla obu stron. Ci goście mieli swoje miejsce w kasynie, zawsze siadali przy jednym stole do rulety (tym o największych limitach, ponieważ rzadko kiedy był otwierany), nikomu nie przeszkadzali ani nikt im nie przeszkadzał. Nie byli zbyt mili, szczególnie jak przegrywali, krupierów postrzegali tak jak większość graczy grających na duże stawki, czyli coś pomiędzy dziwką a złodziejem. Nie lubiliśmy się z nimi, ale w jakiś sposób szanowaliśmy. O ile w kasynie mieli nas za najgorsze zło, to jak się czasem ich spotkało na mieście, to relacje były zupełnie inne. Zawsze podeszli, powiedzieli dzień dobry, zapytali co słychać itp. W jednym z klubów usłyszałem od jednego z nich, że dziś mam wszystko za darmo. Odmówiłem, po czym jak chciałem kupić drinka, to barman powiedział, że nie może mi sprzedać, tylko dać, bo inaczej zwolnią go z pracy. Nie skorzystałem, zmieniłem lokal. Tym bardziej że usłyszałem kiedyś od jednego z nich po dużej przegranej „niech ja cię spotkam na mieście” - po kolejnych dwóch rzutach powiedział, że żartował, ale gdzieś to w głowie zostaje przez chwilę. Hazardziści – Poza nielicznymi wyjątkami ludzie, którzy całą złość po przegranych skupiają na krupierach. Potrafią oblać krupiera wodą, rzucić w niego żetonami, w ekstremalnych przypadkach oplują, przekleństwa w ich przypadku są cały czas. Zamiast dzień dobry jest „gramy, kurwo”, i to jest najbardziej łagodne, jak przegrywają, to poziom agresji i stek wyzwisk jest gigantyczny, jak wygrywają, to przeklinają w konwencji „wydymałem was...” i tu zestaw epitetów. Grupa, której wbrew temu, co się może wydawać, jest krupierom najbardziej żal. To są naprawdę chorzy ludzie, a to jest straszna choroba. Może przy 1, 5 czy 10 grze tak obrażany krupier (obrażani również są przy okazji inspektor i kelnerka i każdy pracownik kasyna, który się akurat nawinie) ma wewnętrzną satysfakcję, że „dobrze mu tak”, to po czasie przychodzi refleksja, bo zaczyna się zauważać rzeczy, których nie widziało się wcześniej. Płacz, jak tylko odejdą od stołu bez złotówki i są już blisko wyjścia z kasyna (zarówno u mężczyzn, jak i kobiet, w różnym wieku, tacy gracze to bardzo szeroki przekrój społeczeństwa), bezradność, załamanie, rozmowy przez telefon przy stole, w których zapewniają osoby z drugiej strony, że nie są w kasynie, historie o przegranych samochodach i domach, to wszystko niestety prawda. Grają i bogaci, i biedni, a widok osoby, która 25-29 każdego miesiąca przychodzi i w 30 minut traci swoją pensję, lub 80-letniego dziadka przegrywającego (rentę/emeryturę) jest przykry i trudno się na niego przez pierwsze 2-3 lata uodpornić, potem wyłączają się wszystkie emocje, bo masz świadomość, że nie ma jak tym ludziom pomóc, nie przegra u ciebie, to w innym kasynie. Cyganie – w moim własnym odczuciu (nie ze względu na przynależność etniczną) najgorsza grupa graczy. Do kasyna przychodzą tylko ci bogaci (bardzo bogaci), zachowują się jak królowie życia, wymagają, aby wszystko kręciło się wokół nich. Do nas przyjeżdżało ok. 10, czasem sami, czasem z żonami i rodzicami. Bywali raz na 1-2 tygodnie. Bardzo „rubaszni”, przy porażkach zachowywali się podobnie jak hazardziści, żony rzucały jakieś klątwy na krupierów. Potrafili wymagać, aby im zamówić jedzenie z restauracji (normalnie w kasynie przy stołach się nie je), i całe to ich zachowanie nie wynikało z tego, że byli hazardzistami, a po prostu z chamstwa, tak samo się zachowywali ich rodzice i cała rodzina, nigdy nie zostawiali napiwków. Tego typu klientów nigdy mi nie było żal. Zaliczyłbym do nich jeszcze ze 2-3 osoby z polskich graczy, którzy zachowywali się tak samo, ale użyłem takiej nazwy, bo 99% z wyżej opisanych to byli właśnie oni. Z grubsza to tyle, jeśli chodzi o klientów, można by ich podzielić jeszcze na Azjatów czy Rosjan, ale tam zaliczyłbym większość do grupy Normalnych i Sporadycznych z małym odsetkiem chamów. Byli też gracze grający tylko na automatach, o nich nie mogę nic powiedzieć, jako krupierzy nie mieliśmy z nimi kontaktu. Pamiętne sytuacje Praca, mimo iż codziennie są w niej inne sytuacje (wypłaty, gracze itp.), jest bardzo powtarzalna, po pewnym czasie przechodzi się na taki automatyzm, że nie pamięta się graczy, którzy grali z nami godzinę wcześniej. Są jednak sytuacje, które były tak nietypowe, że pamięta się je do dziś ze wszystkimi szczegółami. Był taki jeden dziadek na emeryturze, który całymi dniami siedział i grał w pokera karaibskiego za stawkę 50-100 zł. Poker w kasynie polega na tym, że obstawia się tzw. ANTE i po dostaniu swoich kart dopiero podejmuje decyzję, czy gra się dalej czy nie (trzeba wtedy dołożyć żetony, aby wymienić karty). Do tego można postawić od 2,5 zł na tzw. bonus, jeśli wypadnie jeden z wyższych układów (kolor i wyżej), to kasyno wypłaca wielokrotność postawionego zakładu niezależnie od tego, czy ręka wygrywa czy nie. Aby kasyno wypłaciło wygraną za zakład podstawowy, to krupier musi mieć „otwarcie”, czyli przynajmniej asa i króla w kartach lub inny wyższy układ. Jeśli nie ma otwarcia, to gracz zabiera swoje żetony. Jak otwarcia nie ma, a mam dobry układ, to można dołożyć żetony o wartości stawki i wtedy krupier dobiera sobie jeszcze jedną kartę i patrzy, czy ta karta daje mu „otwarcie”. Ów starszy pan nigdy nie obstawiał bonusu, bo twierdził, że to strata pieniędzy. Pewnego dnia trafił pokera, poker jest płatny 100:1, czyli grając za 100 ma się 10 000. Pech chciał, że tego otwarcia nie miałem, oczywiście zostało dokupione otwarcie, które też nie weszło. Bonusu nie było i tym samym gracz przeszedł do naszej wewnętrznej „galerii sław” historii, które się opowiadało przy różnych okazjach w pracy albo nowym krupierom, jako gracz, który miał pokera i był na tym stratny.* * * * * Przychodził do nas jeden Anglik, który radził sobie bardzo dobrze w blackjacka, grał po 10 zł, dla relaksu niż wygranych, po ubiorze widać było, że jakby chciał, to i 500 mógłby postawić na rozdanie. Wpłacał po 200-300 zł i potrafił po dwóch godzinach mieć ok. 500-600. Bardzo rzadko wychodził na minusie, stosował pewnie którąś z tabel, bardzo dużo wygranej oddawał w napiwkach, więc nikomu nie przeszkadzało, że wygrywał - po pierwsze nie były to duże kwoty, po drugie prawie połowa z nich szła do puli na napiwki. Po pewnym czasie klienci zauważyli, że gość „umie w blackjacka” i zaczęli się do niego dokładać. Dokładanie polega na tym, że jak gracz postawi 10 zł na box, a limit jest np. 100, to inni gracze mogą postawić tam swoje żetony, tak aby łączna ich suma nie przekraczała limitu. Nie mają oni jednak wpływu na decyzję, którą podejmuje gracz. Po mniej więcej dwóch miesiącach jak Anglik siadał do stołu, to pojawiał się przy nim wianuszek graczy chętnych się dokładać do jego żetonów. Na stole do gry jest 6 boxów, na których można obstawiać, jeden gracz może zagrać na wszystkich 6 boxach, wtedy cały stół jest jego. Nasz bohater grał na 1-2 boxach, ale ludzie, którzy do niego się dokładali, tak wisieli nad nim i nad stołem, żeby nikt się nie dosiadł i głupim zagraniem nie zepsuł jego strategii. Pewnego dnia przyszedł do stołu, przy którym stałem (limit 50 – 500), rozmienił ok. 2000 zł i zaczął grać na wszystkich boxach, po 30 minutach wszystkie jego boxy były przez innych graczy obstawione do maximum, on 50, inni gracze w sumie po 450 na box. Tego dnia po chwilowym sukcesie przegrał wszystko w kilkanaście minut, on te 2000, ale pozostali w sumie ok. 20 000 albo i lepiej. Ja mu tej gry do końca nie prowadziłem, bo poszedłem na przerwę, ale krupierowi, który grał z nim do końca dał napiwek 500 zł w gotówce, powiedział, że jutro wraca do siebie i że dziś przegrał specjalnie, żeby zrobić na złość tym, którzy się do niego dosiadali, pożegnał się i wyszedł. Taki troll kasynowy.* * * * * Historia bynajmniej nie zabawna, bardziej ukazująca problem hazardu: przychodzi człowiek, który zawsze jest bardzo kulturalny i miły, widać, że na poziomie, siada do rulety i przegrywa ok. 5000-10 000 grając po 50-100. Przychodzi tak raz na dwa tygodnie. Jak mnie przyjmowano do pracy, to już przychodził i tak grał. Wcześniej przegrał wszystko czego się dorobił, podobno kilka milionów, ogarnął się na tyle, że w najgorszym momencie przepisał dom na córkę. Z tego co było mówione w kuluarach, to te pieniądze, które przegrywał teraz, to było to, co udawało mu się zarobić i mu zostawało po odjęciu kosztów itp. Był uzależniony od gry, choć wiedział już, że się nie odkuje - grając z 10 000 nie da się dojść do milionów. Wyglądał na cholernie przygnębionego, od początku pogodzonego z porażką, tak jakby gra nawet nie sprawiała mu przyjemności. Myślę, że takie widoki skutecznie mogą odstraszyć innych od chęci spróbowania hazardu. * * * * * W kasynie można wygrać, i to dużo, ale najlepiej wtedy iść i już nie wracać. W automatach są jackpoty progresywne, wszystkie (lub część) automatów ułamek procenta od tego co zostanie wrzucone odkładają na jackpot, wygraną losową, która może wypaść w dowolnym momencie na którymś z automatów. Raz trafiła do nas dziewczyna, która przyszła chyba z koleżankami przed imprezą (może mieszkały w hotelu i zabiały czas), nikt jej nie kojarzył, by była naszym gościem. Wrzuciła - wg tego co mówiła ekipa techniczna od maszyn - max 300 zł, a trafiła jackpot ponad 170 tysięcy. Następnego dnia rano przyszła po kasę (w kasynie się wygrane odbiera w gotówce), dostała torbę z pieniędzmi, kierowcę i ochroniarza, którzy zawieźli ją do banku (przy dużych wygranych kasyno proponuje takie rozwiązanie, większość ludzi z tego korzysta, ale byli i tacy, którzy potrafili 70 tysięcy schować do reklamówki i w nocy wracać do domu). * * * * * Przed meczem reprezentacji (dawnej, nikt nie jest nawet w szerokiej kadrze tej obecnej) wpadło do nas 6 piłkarzy, wszyscy wtedy na topie, jedni u schyłku kariery, inni na początku, ale już z sukcesami. Grało dwóch, z czego jeden grubo, drugi po 50 złotych na kolor, popijając drinki. Nie upili się specjalnie mocno, ale trochę szklanek Chivasa w siebie wlali. Skończyli wizytę równo o 6:00, następnego dnia był mecz. Czterech w nim zagrało, to był bardzo nieudany występ. Jak ktoś się zastanawia, czemu to nie wyszło na jaw, to wtedy nie było takich możliwości jak teraz, by błyskawicznie zrobić zdjęcie osobie znanej, kasyna bardzo dbają o prywatność. Krupierzy informacji też nie wynoszą, czują się zobowiązani do dyskrecji, wpaja się to nam na każdym kroku. Nam wystarczyło, że dostaliśmy autografy. Mam nadzieję, że choć po części zaspokoiłem Waszą ciekawość i przepraszam za błędy stylistyczne, nie zajmuję się na co dzień pisaniem.